pb.pl
w schowku Tylko dla zalogowanych czytelników
zaloguj się
lub zarejestruj
dodaj do schowka

Agresja zaraża jak bakterie i wirusy

KUP LICENCJĘ
Mirosław Konkel
Pin It email print

Trudno wyobrazić sobie zespół pracowników, w którym nigdy nie dochodzi do konfliktów. Menedżerowie powinni jednak rozwijać kulturę sprzyjającą życzliwości i współpracy

 

Notowania

frank

Ludzie

Marek Suchar

Do młodego rysownika Claya Ridella los się uśmiechnął. Podpisał lukratywny kontrakt z wydawcą komiksów. Aby to uczcić, kupił dla żony prezent. Ale oto coś złego zaczęło dziać się naokoło. Elegancka kobieta i dwie nastolatki wpadły w krwiożerczy szał. Nie tylko one. Ulice Bostonu zapełniły się bełkoczącymi ludźmi, przechodnie bez powodu rzucali się na siebie. Furia ogarnęła każdego, kto odebrał telefon komórkowy. Doszło do serii samolotowych katastrof.

Tajemniczy sygnał, później nazwany Pulsem, wyzwalał agresywne, destrukcyjne skłonności. Świat stanął na krawędzi zagłady. Tak rozpoczyna się powieść Stephena Kinga „Komórka”. Ponura wizja literacka doskonale oddaje mechanizm psychologiczny, który znamy pod określeniem emocjonalnego zarażenia.

Dotyczy on także wielu firm, działów i zespołów projektowych. Choć na szczęście, inaczej niż w przypadku wspomnianego horroru, pracownicy rzadko zmieniają się nagle w krwiożercze bestie. Kolejna różnica między książką a biznesową codziennością? Joanna Stępień, doradca z GFMP Management Consultants, twierdzi, że w normalnym, firmowym życiu do epidemii wzburzenia, gniewu rzadko dochodzi w wyniku jednorazowego zdarzenia. Inkubacja, czyli czas od zainfekowania się złością do wystąpienia pierwszych objawów, trwa o wiele dłużej. Choroba rozwija się wtedy, gdy szwankuje komunikacja wewnętrzna.

— Żyjemy w niespokojnych czasach. Korporacje, banki zamykają się z dnia na dzień albo niespodziewanie ogłaszają zwolnienia grupowe. Ktoś, kto ma kredyt we frankach szwajcarskich, z napięciem śledzi sytuację na giełdzie, w gospodarce. W tych warunkach łatwo mnożą się plotki, teorie spiskowe — tłumaczy Joanna Stępień.

Anonimowość podkręca złość

W „Komórce” Stephena Kinga owładnięte żądzą zabijania monstra działały na początku w pojedynkę, chaotycznie, każdy walczył z każdym. Z czasem jednak zaczęły organizować się w plemiona, które atakowały nieliczne osoby, które jeszcze nie były zarażone bakcylem nienawiści. Porozumiewały się za pomocą telepatii i psychokinezy.

A władzę objął charyzmatyczny przywódca. Vesna Lorenc, trenerka i założycielka firmy szkoleniowej Just Be, uważa, że w biznesie może być podobnie. Silny, bezwzględny lider sprawnie przekształca obawy swoich podwładnych w zbiorowy gniew, skierowany nierzadko przeciwko wyimaginowanemu sprawcy ich niedoli. Może nim być rzekomo najmniej efektywny, zaniżający normy pracownik.

— Nietrudno zrozumieć, dlaczego niejeden szef zachęca do mobbingu. Nic tak nie integruje ludzi jak wspólny wróg, a przynajmniej ktoś, kogo można poniżać, obrażać, strofować — podkreśla Vesna Lorenc. Niepohamowaną agresję dodatkowo nakręca anonimowość. Zwykle mówi się o tym w kontekście internetowego hejtu — w sieci każdy może przybrać fałszywą tożsamość i zmieszać z błotem innych uczestników wirtualnych interakcji. Co piąty wpis w mediach społecznościowych naukowcy z dwóch amerykańskich uniwersytetów (Utah i Arizona) określili jako obraźliwy, a co drugi jako ogólnie nieuprzejmy. Wyjątkowym chamstwem odznaczali się użytkownicy z tajemniczymi nickami, którzy pojawili się w czasie badania tylko raz, aby puścić szczególnie mocną wiązkę słów. Nigdy nie wrócili do dyskusji — jakby celowo zakładali anonimowe konta, by dać upust swojej agresji.

— Z podobną anonimowością mamy czasem do czynienia w dużych instytucjach. Tak wiele zatrudniają osób i tyle jest w nich różnych struktur, funkcji, stanowisk, że stosunkowo łatwo tam używać mowy nienawiści i pozostać bezkarnym. Im więcej osób uczestniczy w hejcie, tym trudniej wskazać głównego sprawcę — uważa Vesna Lorenc. Trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek grupę wolną od wzajemnej rywalizacji, intryg czy plotek. Niemniej nie można zgodzić się na chamstwo i przemoc.

— Jesteśmy istotami społecznymi, a to oznacza, że podstawowym mechanizmem regulującym nasze zachowania jest konformizm. Upodobniamy się do innych, przejmujemy styl bycia, wartości i cele przyświecające wspólnocie, do której należymy. Raz prowadzi to do dyktatury, innym razem owocuje wzajemną życzliwością, efektywną współpracą — wyjaśnia dr Marek Suchar, socjolog, prezes firmy doradztwa personalnego IPK. Faktycznie, zarażamy się także uprzejmością, optymizmem, duchem zespołowym. Vesna Lorenc jednak zwraca uwagę na powszechną u ludzi „tendencją do negatywizmu” — na przykre i złe rzeczy nasz umysł reaguje silniej, a dobre traktuje jak coś normalnego. To forma adaptacji rozwiniętej w drodze ewolucji.

— By przetrwać, nasi praprzodkowie musieli skupiać się na niebezpieczeństwach. Odziedziczyliśmy po nich tę ostrożność, czujność, podejrzliwość. Problem w tym, że to niszczy przyjaźń, otwartość, zaufanie — wskazuje Vesna Lorenc.

Wszystko w rękach szefa

Jak nie dać się zarazić? Po pierwsze, włóżmy między bajki popularną teorię, według której nie wolno tłumić gniewu, bo to prowadzi do jego magazynowania. Przeciwnie: jeśli będziemy pozwalali sobie na małe wybuchy złości, wkrótce agresja stanie się naszą drugą naturą. — Trzeba sobie zdawać sprawę, że swoim nastrojem promieniujemy na otoczenie. Dlatego lepiej w pracy udawać zadowolenie, robić dobrą minę do złej gry, niż chodzić wiecznie nadąsanym i z pretensjami. Sztuczny uśmiech to jednak ciągle uśmiech — argumentuje dr Marek Suchar. Jego zdaniem, szczególnie osoby obdarzone władzą powinny trzymać emocje na wodzy.

— Jak rodzice kształtują klimat emocjonalny w rodzinie, tak w firmie atmosfera zależy głównie od kadry zarządzającej. Przełożeni muszą trzymać nerwy na wodzy — przekonuje Marek Suchar. Także zdaniem Joanny Stępień na atmosferę oddziałują głównie przełożeni — niekoniecznie nawet prezes i jego najbliżsi współpracownicy, ale menedżerowie liniowi.

— Bezpośredni zwierzchnik powinien zatroszczyć się o dobrostan podwładnego, zmniejszać jego napięcia, stresy, lęki. A najlepszym lekarstwem na dezorientację, niepokój pracownika jest dobra komunikacja wewnętrzna. Najgorsze, co można zrobić, to pogodzić się z faktem, że wśród ludzi dochodzi do konfliktów, i pozostawić sprawy ich własnemu biegowi — uważa przedstawicielka GFMP. Niepożądane emocje są dziś kontrolowane przez środki farmakologiczne.

Żadna pigułka nie zastąpi jednak towarzystwa osób, które tak jak my cenią łagodność, kurtuazję i zgodę, a unikają swarliwości, przemocy i nie chowają uraz. W apokaliptycznej wizji Stephena Kinga garstka „niezainfekowanych” znajduje schronienie w będącym poza zasięgiem telefonii komórkowej centrum stanu Maine. Mniejsza o to, czy jest to ostatnia enklawa ludzkości, czy pułapka. W realnym życiu tylko podzielająca nasze wartości wspólnota daje nam siłę do przeciwstawienia się złu. Albo będziemy trzymać się razem, albo przegramy osobno. © Ⓟ

© Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Wiadomości dnia na kariera.pb.pl

Sekcje

Oferty Pulsu Biznesu