pb.pl
licencjakup licencję      printdrukuj z Kyocerą

Dwie litery do kariery

Liczba doktorantów w Polsce rośnie od kilku lat. Tylu mamy chętnych do pracy naukowej, czy do wyróżnienia się na rynku pracy?

Według GUS, w roku akademickim 2009/2010 w Polsce było 36 tys. doktorantów. To aż o 10 proc. więcej niż rok wcześniej. Ten naukowy boom to efekt szybkiego wzrostu poziomu wykształcenia i łatwości uzyskania tytułu magistra. Taki dyplom nie zapewnia już znalezienia posady. Rosnąca liczba doktorantów to także następstwo regulacji formalnych — wprowadzenia tzw. systemu bolońskiego, zgodnie z którym wyróżnia się trzy szczeble wykształcenia wyższego: licencjacki, magisterski i doktorski. Jest w tym zawarta sugestia, że pełne wykształcenie wyższe kończy się teraz nie magisterium, lecz doktoratem.

— Studia doktorskie kojarzy się z prestiżem i najwyższą jakością, a łatwość zdobycia tytułu magistra, zwłaszcza w niektórych uczelniach niepublicznych, sprawia, że traci on na znaczeniu. Studia doktoranckie nie są łatwe, wymagają aktywności, prowadzenia badań, a pracy broni się przed radą naukową — to sprawia, że studia i tytuł doktora nobilituje. Poprawia też sytuację właściciela tytułu na rynku pracy, umożliwia prowadzenie zajęć dydaktycznych, daje kontakty naukowe — wylicza dr Krzysztof Adamiec z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN (INE PAN).

Czasem wypada

Coraz częściej słychać, że doktorem, np. nauk ekonomicznych, jest menedżer, konsultant, polityk, dziennikarz, pracownik banku lub urzędnik państwowy. Jakie są główne motywy starań o taki tytuł? Prof. Czesław Szmidt, kierownik studiów doktoranckich w Akademii Leona Koźmińskiego (ALK), wyróżnia trzy.

— Przede wszystkim jest to pasja poznawania, rozumienia, odkrywania nowych zjawisk i pogłębiania wiedzy. Bez tego nie może powstać interesujące i nowatorskie dzieło naukowe, a co najwyżej urzędniczy nudny raport. Nasi doktoranci najczęściej są wybitnymi ekspertami w swoich dziedzinach i chcą dokonać w doktoracie podsumowania doświadczenia zawodowego i jego ugruntowania teoretycznego — mówi profesor.

Drugi motyw to ambicja i chęć sprawdzenia swoich możliwości intelektualnych i organizatorskich, bo doktorat to kilkuletni wysiłek, wymagający konsekwencji i wiary w siebie. Trzecia grupa motywów to, według prof. Szmidta, sprawy związane z planowaną karierą zawodową i wymaganiami pracodawcy.

— Coraz więcej osób przygotowuje doktorat, bo coraz więcej innych osób już go ma. Stał się więc warunkiem utrzymania stanowiska pracy lub kolejnego awansu zawodowego. Nie ma wątpliwości — nadeszła epoka doktorów. I nie jest to tylko moda — twierdzi prof. Szmidt.

Nie takie proste

O tytuł doktora stara się coraz więcej osób, ale pochwalić się nim wciąż może niewielu. Na Uniwersytecie Warszawskim liczba doktorantów ciągle rośnie, w roku akademickim 2006/07 było ich 2109, a w kolejnych: 2305, 2346 i 2559. Ale stopień naukowy uzyskuje zaledwie co dziesiąty.

— Główną przyczyną jest brak silnej motywacji. Trzeba rozróżnić same studia doktoranckie od doprowadzenia do obrony rozprawy doktorskiej. Część osób rezygnuje jeszcze w trakcie studiów, jeszcze więcej nie otwiera przewodu doktorskiego. Rezygnują, gdy uświadomią sobie ogrom pracy, która je czeka przed obroną doktoratu. Efektywność studiów doktoranckich rośnie, gdy warunkiem ich kontynuowania jest otworzenie przewodu doktorskiego w ich trakcie, a nie po ukończeniu. Tak jest u nas — uważa dr Krzysztof Adamiec.

Aby dostać się na studia doktoranckie, trzeba mieć dyplom ukończenia studiów II stopnia.

— Nasi doktoranci to głównie menedżerowie zajmujący już dość wysokie stanowiska w biznesie, konsultanci, właściciele firm, pracownicy innych szkół wyższych — wylicza prof. Szmidt.

A dr Krzysztof Adamiec dodaje, że doktorat jest inwestycją — może się opłacić w perspektywie kilku lat, gdy połączy się go z praktyką biznesową, by zostać ekspertem w jakiejś dziedzinie.

Za ile doktorat

Studia doktoranckie trwają od trzech do czterech lat. Opracowanie tekstu rozprawy i przygotowania do obrony zajmuje od roku do dwóch lat. Akademia Leona Koźmińskiego prowadzi studia doktoranckie w języku polskim i angielskim. W pierwszym przypadku koszt czteroletniego programu to 26 tys. zł. Zainteresowani studiami doktoranckimi w języku obcym za trzy lata nauki muszą zapłacić 27 tys. zł. Szkoła Główna Handlowa w Warszawie prowadzi studia doktoranckie w trybie stacjonarnym (dziennym) i niestacjonarnym (zaocznym). Słuchacze mogą uzyskać stopień doktora nauk ekonomicznych w zakresie ekonomii oraz zarządzania i marketingu. Dzienne studia doktoranckie są nieodpłatne, słuchacze zaocznych płacą czesne (np. w Kolegium Analiz Ekonomicznych 7,5 tys. zł za pierwszy rok, 6,5 tys. za drugi i 5,5 tys. za trzeci). Z kolei koszt studiów doktoranckich w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN to 7 tys. zł za pierwszy rok, 6 tys. zł za drugi i 5 tys. zł za trzeci. Instytut otwiera też dwuletnie doktoranckie Studia DBA (Doctoral Business Administration), przeznaczone dla absolwentów MBA, menedżerów najwyższego szczebla — rok nauki kosztuje 19 tys. zł.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione. Korzystanie z serwisu izamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na zasadach określonych w Regulaminie Korzystania z Serwisu. Zapoznaj się z regulaminem.

Komentarze

Wiadomości dnia na kariera.pb.pl

Sekcje

Oferty Pulsu Biznesu

Serwisy